Elbląg – przyciąganie przeszłością

Elblag

Kaprysy Bałtyku – nie listopadowe sztormy – a układane z lotnych piasków losy ludzi i miast, nigdzie być może bardziej niż w południowo-wschodnim fragmencie tego akwenu zaznaczały się historycznym dramatem, a teraz fascynują znakami zapytania. Co by się stało, gdyby wszystkie tutejsze bryzy i passaty, zamiast zasypywać mierzejami ponadczasowe szanse, utrzymały ciągle otwarte bramy do świata?

Mare Balticum

Nie mielibyśmy jedynie wspaniałego Gdańska, a raczej metropolię o rozległej nadmorskiej substancji. Spójrzmy na dawne mapy. Wybrzeże, na wschód od dzisiejszego Trójmiasta, kształtowało się w średniowieczu niezwykle korzystnie dla ówczesnej żeglugi. Płytkie zatoki zbierały wodę z uchodzących do nich rzek i stwarzały dogodne warunki do budowy mniejszych lub większych portów. Linia takiej potencjalnej perspektywy rozwojowej sięgała od Motławy, ponad ujściem Wisły i Nogatu, aż po Pasłękę. Biegła, co istotne, przez Zatokę Drużnieńską, wyróżniającą się w tamtym czasie głębokim wcięciem w głąb lądu i stanowiącą fragment akwenu nazwanego później Zalewem Wiślanym. Tworzące się na tym obszarze, niezamknięte jeszcze laguny, zachęcały możliwością równoczesnego wejścia do świata średniowiecznych Słowian i Prusów.

Dziś Gdańsk jest największym pod względem powierzchni miastem w Polsce (ok. 683 km²). Z ośrodkiem tym w przeszłości musiano się bardzo liczyć. Królowie polscy akceptowali autonomiczną republikę kupiecką lub wyciągali – jak Stefan Batory – miecz przeciwko niej. Pozostając do 1793 r. w granicach Rzeczypospolitej, później jako dwukrotne wolne miasto, Gdańsk mocno zaznaczył się w historii Europy. Nie tak znów odległy, a konkurencyjny wobec niego przez długie wieki Elbląg, dopiero w 2022 r. uzyskał niezależne od Cieśniny Piławskiej wyjście „na szerokie wody”. Braniewo, wstawione decyzjami Poczdamu do przygranicznego kąta, z uzasadnioną nostalgią wspominać może jedynie hanzeatycką przeszłość.

Tymczasem, przybywając na plaże Świbna, Jantaru, Stegny lub Krynicy Morskiej, ulec możemy przejmującemu imaginarium. Kierując wzrok na północ, ku chłodnym zazwyczaj falom Bałtyku, a następnie patrząc na południe, skąd dobiega żywiczny, sosnowy aromat, będziemy zachodzić w głowę: kto, kiedy i w jaki sposób przenikał tędy w głąb lądu? A może opuszczał tę krainę ze śladem pozostawionym nie tyle na piasku, co w czasie i w przestrzeni?

Misja

Truso
Katalog wystawy na temat Truso

Muzeum nie jest, jak sądzi wielu, gabinetem osobliwości. Nie jest też rodzajem magazynu z gablotami opatrzonymi napisem: „nie dotykać!”. Aby uzyskać odpowiedzi na powstałe na nadbałtyckiej plaży pytania, warto udać się do Elbląga. Zbiory miejscowego panoptikum i wyrażona przez nie narracja uzupełnią nasze wyobrażenia o rzeczach, których moglibyśmy się domyślać w związku z geograficznym usytuowaniem miasta. Będą one jednak nieoczekiwane i niemal hipnotycznie interesujące.

Z ekspozycji i wystaw (w Muzeum Archeologiczno- Historycznym) wyjdziemy z przekonaniem, że Elbląg i okolice, ze względu na znaczenie w dziejach Polski, zasługuje na nieporównanie większą placówkę. Mimo że jest to najniżej położone miasto w Polsce, to rodzaj wytworzonej w jego okolicach pamięci o przeszłości najlepiej ozdobić przymiotnikiem: „wysoka”. Wydarzenia, których świadkiem było otoczenie współczesnego, raczej przemysłowego w charakterze miasta, nakazują wręcz zwrócić jego oblicze ku zyskom, jakie może przynieść nowoczesna i obszerna ilustracja całej jego zamierzchłości.

Dość przypomnieć: śmierć biskupa praskiego Wojciecha Sławnikowica, w okolicach dzisiejszego Jeziora Drużno, uruchomiła w konsekwencji proces koronacyjny Bolesława Chrobrego. Opis tego, co wydarzyło się ponad tysiąc lat temu pod Elblągiem, jest kamieniem węgielnym polskiej hagiografii. Przecież w tzw. Żywocie pierwszym św. Wojciecha możemy doszukać się użycia po raz pierwszy w dziejach nazwy „Polska”.

„Legenda Bałtyku”

Czy można zatem wskazać na spisane relacje dotyczące okolic Elbląga, ale jeszcze wcześniejsze – sprzed X i XI wieku? Owszem. Przykładem jest zapis z IX stulecia, a więc starszy np. od rozproszonych wzmianek autorstwa niemieckich dziejopisów, którzy jako pierwsi podali informacje o grodach Polan. Z roku 890 pochodzi opis sporządzony przez Wulfstana: Od wschodu spływa tutaj do Zalewu Estyjskiego (Zalewu Wiślanego) rzeka Ilfing (Elbląg) – z tego jeziora (Drużno), nad którego brzegiem stoi Truso. I schodzą się tutaj w Zalewie Estyjskim od wschodu rzeka Ilfing z kraju Estów i od południa Wisła z kraju Słowian. Autor wzmianki – żeglarz z Hedeby, podróżował w IX w. po Bałtyku z intencją, by rezultaty swej morskiej wędrówki, ujęte w formie zwięzłego raportu, przekazać Alfredowi Wielkiemu – królowi Wessexu.

Wydaje się, że im dalej w głąb średniowiecza, tym bardziej przestrzeń wokół Elbląga zaskakuje źródłami, jakich nie znajdziemy w innych regionach naszego kraju. Odkrycie przez Wulfstana drogi do dobrze prosperującej faktorii handlowej w postaci Truso, a następnie zanik tej osady uruchomił proces podobny do poszukiwań Troi. Truso stało się legendą. Jej szczęśliwe poznawczo zakończenie nadał w 1981 r. elbląski archeolog – Marek Jagodziński. Odnalezienie w podelbląskiej wiosce (Janów) emporium zorganizowanego przez wikingów stało się sensacją, której rangę obliczono w muzealnej ulotce następującymi jednostkami: 180 publikacji naukowych, 14 tysięcy zabytków wydzielonych i 275 tysięcy zabytków masowych. Statystyka podana przez elbląskich muzealników oraz wystawa autorstwa samego odkrywcy stanowi wyjątek w skali kraju. Ilustruje bowiem nie tylko życie codzienne mieszkańców Truso, ale zaświadcza o wyjątkowych okolicznościach odnalezienia osady. Wzmaga przy tym apetyt na rekonstrukcję emporium.

Cmentarzysko

Elbląskie muzeum ma oczywiście do zaoferowania również chronologiczną wędrówkę ku czasom współczesnym. Można zapoznać się w nim np. z życiem menonitów osuszających niegdyś Żuławy czy też zaobserwować życie miasta w pionierskim (po 1945 r.) okresie. Jednakże podróż w przeciwnym kierunku, jeszcze dalej niż horyzont wikiński – do okresu wpływów rzymskich, też jest tu możliwa. Pretekstu dostarczyły badania z Weklic położonych na zachodnim krańcu Wysoczyzny Elbląskiej.

Rekonstrukcja
Zrekonstruowane twarze Gotów

Pierwsze znaleziska z tego obszaru pochodzą z lat dwudziestych XIX w. Badania współczesne rozpoczęto w 1984 r. Eksploracja archeologiczna objęła ok. 600 grobów pozostawionych tu przez Gotów. Dzięki pracy archeologów uzyskano wgląd w życie gockiej osady, a nawet zrekonstruowano wygląd jej mieszkańców. Gocka społeczność, zamieszkująca okolice pomiędzy dzisiejszym Elblągiem a Pasłękiem od I w. naszej ery, handlowała bursztynem i z pewnością miała kontakty z Rzymianami, zanim – już jako Wizygoci i Ostrogoci – sami stawili się u bram imperium. Gocka rewolta wyrażona bitwą pod Adrianopolem (378 r.) i śmiercią cesarza Walensa oraz władzą Teodoryka Wielkiego w Italii na przełomie V i VI wieku naszej ery, to wydarzenia, których prapoczątków można doszukiwać się w historii także tej wspólnoty, której przedstawiciele zostali pochowani w weklickiej nekropolii. Wędrówka Gotów znad Morza Bałtyckiego ku brzegom Mórz Czarnego i Śródziemnego jest fenomenem, który radykalnie przekształcił starożytną Europę.

Pochowek
Kobiecy pochówek z Weklic
Zachod nad zatoka
Zachód Słońca nad Zalewem Wiślanym

Podobnie jest z wizytą w muzeum – potrafi przekształcić nasze schematy postrzegania przeszłości.

Jerzy Necio – Jerzy Necio to historyk zainteresowany przeszłością dawnych Prus (autor studium poświęconego Herkusowi Monte), regionalnymi dziejami Warmii i Mazur oraz dwudziestowieczną historią Polski. Publikował w wielu periodykach, m.in. w niezależnym olsztyńskim miesięczniku „Debata”, w „Przeglądzie Geopolitycznym”, „Studiach Politologicznych”