ODDAJCIE NAM „LEŚNY”!

Bogdan zurek

Opowiem dzisiaj o miejscu niezwykłym, owianym legendami, wspominanym do dziś z drżeniem serca przez powojenne pokolenia bikiniarzy i bigbitowców. O miejscu, które dla wielu olsztynian było czymś znacznie więcej niż stadionem. O Stadionie Leśnym.

Dane mi było być olsztynianinem przez sześć młodzieńczych lat i właśnie wtedy zakochałem się w tym mieście. Miłość ta przetrwała. Po ponad pół wieku nadal chętnie wracam do Olsztyna i, mimo kolosalnych zmian, wciąż czuję tamtego olsztyńskiego bluesa.

Olsztyn pozostał dla mnie miastem, w którym mógłbym zamieszkać na stałe. Serio! A kilka „pięciogwiazdkowych” miast w życiorysie mam. Olsztyn to nie tylko starówka, nie tylko jeziora Długie i Krzywe z legendarnym Ośrodkiem „To Lubię”, nie tylko zamek Kopernika nad Łyną. Dla mnie Olsztyn to także, a może przede wszystkim… Stadion Leśny.

Niestety, nie ma już dzisiaj nad Krzywym Ośrodka „To Lubię”. Nie ma też Stadionu Leśnego. A właściwie jest, tylko coraz trudniej go zobaczyć. Zarasta, niknie, powoli wraca do natury. Wzorem wielu buddyjskich świątyń – przyroda, upominając się o swoje prawa, pochłania ten przepiękny niegdyś obiekt. Dzisiaj „Leśny” to taki nasz olsztyński Angkor Wat – tylko bez turystów.

Choć czasami można tam spotkać turystów szczególnych: zakochanych w „Leśnym” weteranów. Przychodzą, patrzą na zarośnięte pagórki, na których kiedyś były trybuny, i wspominają. A wspominać jest co!

Potocznie nie mówiło się „Stadion Leśny”, tylko skrótem – „Leśny”. „Idziemy na Leśny, spotykamy się na Leśnym, do zobaczenia na Leśnym”.

I każdy wiedział, że chodzi o miejsce wręcz bajkowe, a zarazem kultowe. Położone w lesie, na obrzeżach miasta, zaraz za Wojewódzkim Domem Kultury i Szpitalem Kolejowym, przy wylocie szosy na me rodzinne Bartoszyce. Wielofunkcyjny stadion, który tętnił życiem. Tam się naprawdę działo!

Oczywiście sport był na pierwszym miejscu. Przy wypełnionych po brzegi trybunach rywalizowali najlepsi lekkoatleci. To właśnie na „Leśnym” podczas mistrzostw Polski w 1960 roku nasz trójskoczek Józef Schmidt ustanowił – wynikiem 17,03 m, rewelacyjnym jak na tamte czasy – rekord świata. Bez tartanu, na wilgotnym, miękkim rozbiegu! Różnie później plotkowano o tym „olsztyńskim mierzeniu”, ale Schmidt nie pozostawił wątpliwości co do swojej klasy. Potwierdził ją złotymi medalami olimpijskimi w Rzymie i Tokio.

Ale „Leśny” żył nie tylko sportem.

Na tym samym stadionie, na którym witałem kolarzy Wyścigu Pokoju, innym razem szalałem na koncertach Karin Stanek czy Blackout (później Breakout) ze Stanisławem Guzkiem, a potem Stanem Borysem i nieśmiertelną Anną…

Był to świat dzisiaj nieznany. Bez Internetu, smartfonów i setek kanałów telewizyjnych. Była za to muzyka, na którą się czekało. Byli artyści, których chciało się zobaczyć na żywo. I „Leśny”, który nam to oferował. Dlatego był czymś więcej niż stadionem. Łączył bowiem w sobie magię sopockiego Non-Stopu i energię Stadionu Śląskiego w Chorzowie.

Kiedy patrzę na „Leśny” dzisiaj, trudno mi się pogodzić z tym, że miejsce, które przez dziesięciolecia było ważną częścią historii Olsztyna, powoli znika pod krzakami, drzewami i chwastami. Może jednak warto przywrócić „Leśnemu” życie? Nie musi przecież wrócić dokładnie taki, jaki pamiętam z młodości. Czasy się zmieniły, zmieniły się potrzeby, zmienił się Olsztyn. Ale historia tego miejsca nie musi kończyć się na zarośniętych trybunach.

Bo „Leśny” to nie tylko stadion. To kawał historii miasta. To sportowe rekordy, wielkie nazwiska, koncerty, spotkania, młodość i wspomnienia kilku pokoleń olsztynian.

A przede wszystkim – to miejsce, które ma duszę. Dlatego wołam na zakończenie, jestem pewien, że głosem wielu olsztynian:

DRODZY WŁODARZE MIASTA – ODDAJCIE NAM „LEŚNY”!

Bogdan Żurek