O nowym człowieku

Bogdan zurek

Jak na lato przystało, felieton miał być lekki, łatwy i przyjemny. Pojawił się jednak smakowity kąsek w postaci niezwykłej książki o miejscach i wydarzeniach znanych mi od dzieciństwa.

„Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowieku” Bernadetty Darskiej opowiada o największym w Polsce domu dziecka dla powojennych sierot utworzonym w Bartoszycach. To rodzinne miasto autorki, ale i moje.

Po II wojnie światowej w Polsce było około miliona siedmiuset tysięcy sierot. To właśnie wtedy powstał Centralny Ośrodek Wychowawczo- Szkoleniowy im. Janusza Korczaka w Bartoszycach. Tak bowiem oficjalnie nazwano dom dziecka, jeden z największych eksperymentów społecznych PRL. Planowano w nim pomieścić nawet trzy tysiące osieroconych dzieci.

Republika ludzi młodych - Bernadetta Darska

W jednym z wywiadów autorka wyjaśnia: „Do Bartoszyc trafiały dzieci z bardzo różnych środowisk i doświadczeń. Były wśród nich sieroty z Mazur, dzieci autochtonów, które później obejmowano programem repolonizacji, oraz młodzi ludzie przybywający z innych części kraju. Przyjeżdżały też dzieci z Powstania Warszawskiego, które widziały straszne rzeczy. Były często świadkami egzekucji rodziców. Raptem okazało się, że w tym miejscu, w którym miały mieszkać, były też dzieci mówiące po niemiecku. Można sobie tylko wyobrazić, ile rodziło to konfliktów. (…) Centralny Ośrodek Wychowawczo-Szkoleniowy był czymś więcej niż domem dziecka. Tworzył rozbudowany, w dużej mierze samowystarczalny organizm społeczny, w którym wychowanie, edukacja i codzienne życie miały prowadzić do ukształtowania nowego obywatela powojennej Polski” – dodaje autorka.

Ośrodek zorganizowano w dawnych poniemieckich koszarach. Kompleks posiadał własną infrastrukturę: szkołę, warsztaty i obiekty sportowe z basenem. Na terenie placówki utworzono pierwsze w Polsce Liceum Pedagogiczne. Najstarsi wychowankowie zdobywali tam wykształcenie, jednocześnie pracując z młodszymi dziećmi.

Nic więc dziwnego, że ten sztandarowy projekt, polegający na ideologicznym kształtowaniu młodego człowieka, był obiektem wizyt mniej lub bardziej ważnych osób. Nawiedził go nawet sam komunistyczny prezydent Bolesław Bierut, ale i znany poeta Władysław Broniewski, „flirtujący” wtedy z ówczesną władzą.

Przy okazji wieszcz spotkał się z młodzieżą „z miasta”, które tak zapamiętałem:

Druga połowa lat 50. ubiegłego wieku. Miałem 7 albo 8 lat i byłem uczniem tak zwanej „jedenastolatki”. To dzisiejsze Liceum im. Stefana Żeromskiego w Bartoszycach, w którym funkcjonowały wtedy razem podstawówka i liceum.

Pamiętam aulę wypełnioną po brzegi. Na scenie siedział poeta Władysław Broniewski i czytał wiersze. Nie wymienię tytułów ani treści, choć jeden był mi już znany – „Bagnet na broń!”. Deklamowano go na szkolnych akademiach.

Po spotkaniu koledzy z przedmaturalnych klas szeptali między sobą, że poeta nie był trzeźwy. Jako dziecko nie rozumiałem dokładnie, o co chodzi. Nie zataczał się przecież. Nie miałem też – bo mieć nie mogłem – dzisiejszej wiedzy o alkoholowych problemach poety.

O tej historii nie przeczytacie w książce Bernadetty Darskiej „Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowieku”. Nie wiem też, jak wypadł Broniewski w domu dziecka. Jednak lekturę książki Bernadetty Darskiej, dostępnej w powszechnej sprzedaży, zdecydowanie polecam. To zapomniana, często wstydliwie przemilczana historia ideologicznego kształtowania młodego człowieka. Na nasze szczęście nie do końca udana.

Bogdan Żurek