Bona Sforza – najbogatsza polska królowa
Bona Sforza – najbogatsza polska królowa

Przysłowie mówi: dobry zwyczaj
nie pożyczaj, a każdy z nas wie,
ile w nim prawdy. I choć dzisiaj
spory finansowe rozwiązujemy
w sądzie, to kilkaset lat temu
załatwiano je często za pomocą
sztyletu lub trucizny.
Prawdziwości przysłowia doświadczyła
Bona Sforza d’Aragona
z Bożej łaski królowa Polski, wielka księżna
Litwy, księżna Bari i Rossano, pani Rusi, Prus,
Mazowsza, wdowa po królu Zygmuncie Starym,
gdy po 38 latach spędzonych w Polsce
postanowiła wrócić do rodzinnego Bari wywożąc
na 24 wozach znaczną część swojego
prywatnego majątku i pożyczając z niego
430 tysięcy złotych dukatów (równowartość
dzisiejszych 26 mln. zł), Habsburgom
– swoim dotychczasowym wrogom.
Jak to się stało, że Bona dorobiła się tak
wielkiego majątku? Ta córka mediolańskiego
księcia i neapolitańskiej królewny
wychowywała się na dworze wuja, który
zlecił zabójstwo jej ojca. Była kształcona na
przyszłą władczynię: mówiła i pisała po łacinie,
poznała dzieła ojców Kościoła, filozofów,
grała na kilku instrumentach, jeździła
konno i fechtowała. Była kobietą − virago
− mężczyzną.
Gdy w 1518 roku poślubiła o 30 lat starszego
króla Polski, władcę największego
(pod względem powierzchni) państwa
Europy, otrzymała posag o wartości 150
tys. dukatów oraz odziedziczyła księstwo
Bari. Od męża otrzymała prywatny majątek,
który pomnożyła, kupując kilkaset
wsi i kilkanaście miast. Była władczynią
przewidującą i niezwykle gospodarną.
W posiadłościach na Litwie przeprowadziła
pierwszą w historii Polski reformę
rolną polegającą m.in. na scalaniu gruntów.
Poza tym znormalizowała czynsze,
nadawała miasteczkom prawa do targów,
finansowała budowę mostów, szpitali
i szkół, a na Kresach zamków obronnych.
Była bardzo aktywna politycznie tak, że lata
30. XVI wieku nazwano okresem współrządów
Zygmunta Starego i Bony. Jeszcze za
życia króla („vivente rege”) doprowadziła
do koronacji jedynego syna, Zygmunta
Augusta. Bona nie była lubiana. Szlachcie
nie mieściło się w głowie, że o kształcie jej ojczyzny decydowała kobieta i to jeszcze
„obca”. Dlatego Sforzę zwano „włoską gadziną”
lub „drugim smokiem wawelskim”.
Również na Wawelu Bona wprowadziła
nowe zwyczaje. Lubiła jeździć na polowania
i otaczała się wykształconymi karłami.
Ukróciła też hulanki, z których Polacy słynęli,
wprowadzając kuchnię włoską i redukując
czas spędzany przez nich za stołem.
Tak opisał naszych przodków z owych
czasów nuncjusz Ruggieri: „Na ucztach
i biesiadach dużo piją, w czym przewyższają
samych nawet Niemców… Jeden Polak
zje za pięciu Włochów, co może pochodzi
stąd, że mięso jest bardzo tanie, prawie po
niczemu, mało zaś jedzą chleba, a nigdy
prawie sałaty. Dodają wiele korzeni do każdej
potrawy, więcej niż każdy inny naród
i używają wiele cukru.” Natomiast poseł
wenecki Lippomano utrzymywał, że surowy
polski klimat usprawiedliwia picie dużych
ilości alkoholu, jednak: „przesiadują
oni u stołu siedem, osiem godzin, a dawniej,
nim królowa Bona przybyła do tego
kraju, dłużej jeszcze siadywali (…) za czym
poszło (…) zaniedbywanie spraw ważniejszych
i uszczerbek dla zdrowia”. Przeciwne
zdanie o królowej miał jednak kanonik
Stanisław Górski. Twierdził, że sprowadziła
ona na Wawel „wszeteczników, pederastów,
ateuszy, epikurejczyków i innych
rozpustników”. Zabrakło w tej wyliczance
tylko opojów, ale tego Włochom nie można
było zarzucić, gdyż umieli pić wino nie
upijając się. Sama Bona uwielbiała małmazję,
ciemne, słodkie wino z Peloponezu i patronowała handlowi węgrzynem −
winem pochodzącym z Królestwa Węgier.
Włoszka swoją niezależną polityką przez całe
lata mieszała szyki Habsburgom i próbowała
scalić ziemie zamieszkałe przez Polaków.
Zaproponowała im np. wymianę Śląska na
swoje księstwa dziedziczne na południu
Włoch. Jerzy Ziaja na łamach Poloniaviva.eu
w szczegółowej biografii Bony Sforzy pisze,
ze Habsburgowie i Hohenzollernowie opłacali
polskich dostojników za bojkotowanie reform,
intrygowanie przeciwko Sforzy i prowadzenie
polityki antypolskiej. Rozpowiadano
plotki o erotycznych ekscesach królowej, na
które jednak nie znaleziono dowodów, choć
złośliwy kanonik Górski oskarżył ją o intymne
stosunki z kasztelanową czerską: „bezwstydna
ta kobieta w największej poufałości żyje
z królową, wielce jest od niej kochana (…)
Zamilczam resztę; przykro dłużej o tych wszeteczeństwach
rozmawiać”.
Gdy po tajemniczej śmierci ostatnich Piastów
Mazowsze zostało wcielone do Korony, to
Bonę oskarżono o otrucie obu książąt. Jednak
tych zarzutów nie potwierdziły ani wyniki obdukcji,
ani wyniki śledztwa. Czarną legendą
okazało się również rzekome otrucie synowej
− Barbary Radziwiłłówny, która według historyków
zmarła na raka szyjki macicy lub na kiłę.
W końcu skłócona z synem władczyni wyjechała
do Bari, gdzie zdecydowała się pożyczyć
pieniądze Habsburgom. Miała nadzieję, że
dzięki temu sięgnie po władzę nad Neapolem.
W rzeczywistości wydała tym na siebie wyrok
śmierci.
Pierwszą porcję trucizny podał jej osobisty
lekarz. Królowa jednak przejrzała zamiary medyka,
który sam musiał wypić sporządzoną
przez siebie miksturę. Kilka dni później Bona
spożyła truciznę dodaną do jej jedzenia. Sześciu
lekarzy nie było w stanie pomóc królowej.
Mordercą okazał się jej zaufany dworzanin,
szlachcic neapolitański, Gian Lorenzo Pappacoda,
agent Habsburgów, który sfałszował
również testament królowej. Otrzymał za to
wysoką roczną pensję, tytuł margrabiego oraz
list żelazny od papieża.
Syn Bony bezskutecznie próbował odzyskać
majątek matki. Wzbogacił się na tym tylko
język polski, gdyż do słownika trafiło nowe
wyrażenie: „sumy neapolitańskie”, które
oznacza ogromną sumę pieniędzy teoretycznie
wymagalną, a praktycznie nieściągalną.
Jolanta Helena Stranzenbach
