Spór o nazwiska?

Krzysztof dobrecki

Czytelnicy MM zapewne wiedzą, że przed barbarzyńską agresją Rosji na Ukrainę, a dokładniej przez ostatnie 10 lat przed tą agresją odwiedzałem Ukrainę wielokrotnie. Pierwszy wyjazd na Ukrainę był chyba najbardziej sentymentalny i ze względów oczywistych – zaskakujący.

(Pamiętać proszę, że pochodzę z centralnej Polski i wszystkie skomplikowane sprawy nowożytnej historii Ukrainy były mi mało znane.)

Otóż jadę busikiem z Lwowa do Żółkwi, a był to mój drugi czy trzeci dzień pobytu na Ukrainie. I nagle widzę drogę udekorowaną obcymi mi, Wielkopolanowi, flagami.

– Czy to flagi miejskie Żółkwi? – pytam naszego przewodnika.

– Naprawdę nie wiesz? – odpowiada zaskoczony. To flagi UPA.

No teraz to ja byłem zaskoczony…

Wydarzenie to było pretekstem do jednej z długich, wieczornych rozmów w wynajmowanym na czwartym piętrze mieszkaniu gospodarza.

– Aleksander (tak miał na imię nasz gospodarz, dodajmy, wykształcony i dość oczytany), dlaczego Wy popularyzujecie UPA i Banderę? Nie macie innych bohaterów? – spytałem.

– No a jakich? – odpowiedział pytaniem Aleksander.

Chwilę pomyślałem, bo przecież nie chodziło mi o Chmielnickiego raczej…

– No a Petlura? – zapytałem

– Petlura? A kto to jest? – odpowiedział wyraźnie zaskoczony.

– Nie wiesz, kto to jest Petlura? Zapytałem niemal z oburzeniem i zrobiłem mały wykład z historii tego atamana, sojusznika Marszałka Piłsudskiego, starając się dowieść, jakim wspaniałym kandydatem na narodowego bohatera jest Siemion Petlura.

– Naprawdę nie znasz Petlury? – powtórzyłem na zakończenie „wykładu”. – Nic o nim nie słyszałem, potwierdził.

– A ty, zwrócił się do mnie, wiesz przy jakiej ulicy mieszkasz?

– Oczywiście, że wiem: Doncowa.

– A wiesz kim był Doncow? – drążył dalej.

– Pojęcia nie mam.

– No widzisz – Aleksander uśmiechnął się zwycięsko. Doncow był głównym ideologiem UPA i Bandery.

Potem, mieszkając dłużej we Lwowie, dużym łukiem omijałem knajpkę „Skrytka”, gdzie w stylistyce bunkra UPA pito wódkę i śpiewano pieśni Powstańczej Armii. Przez chwilę i bez niepokoju przypatrzyłem się na tymże Rynku demonstracji sympatyków Bandery. Było ich może 20–30. Machali czerwono-czarnymi
flagami i coś tam krzyczeli.

Generalnie – margines…

Cała historia przypomniała mi się po wielu, wielu latach, gdy Prezydent Ukrainy postanowił nadać pułkowi specjalnemu – wyszkolonemu przez specjalistów z Polski i przez Polskę uzbrojonemu – nazwę „Bohaterów
Ukraińskiej Powstańczej Armii”. Pułk ten to już nie 20–30 banderowców na Rynku we Lwowie.

To już tendencja, nad którą ubolewam.

Krzysztof Dobrecki