Spór o nazwiska?

Czytelnicy MM zapewne wiedzą, że przed barbarzyńską agresją Rosji na Ukrainę, a dokładniej przez ostatnie 10 lat przed tą agresją odwiedzałem Ukrainę wielokrotnie. Pierwszy wyjazd na Ukrainę był chyba najbardziej sentymentalny i ze względów oczywistych – zaskakujący.
(Pamiętać proszę, że pochodzę z centralnej Polski i wszystkie skomplikowane sprawy nowożytnej historii Ukrainy były mi mało znane.)
Otóż jadę busikiem z Lwowa do Żółkwi, a był to mój drugi czy trzeci dzień pobytu na Ukrainie. I nagle widzę drogę udekorowaną obcymi mi, Wielkopolanowi, flagami.
– Czy to flagi miejskie Żółkwi? – pytam naszego przewodnika.
– Naprawdę nie wiesz? – odpowiada zaskoczony. To flagi UPA.
No teraz to ja byłem zaskoczony…
Wydarzenie to było pretekstem do jednej z długich, wieczornych rozmów w wynajmowanym na czwartym piętrze mieszkaniu gospodarza.
– Aleksander (tak miał na imię nasz gospodarz, dodajmy, wykształcony i dość oczytany), dlaczego Wy popularyzujecie UPA i Banderę? Nie macie innych bohaterów? – spytałem.
– No a jakich? – odpowiedział pytaniem Aleksander.
Chwilę pomyślałem, bo przecież nie chodziło mi o Chmielnickiego raczej…
– No a Petlura? – zapytałem
– Petlura? A kto to jest? – odpowiedział wyraźnie zaskoczony.
– Nie wiesz, kto to jest Petlura? Zapytałem niemal z oburzeniem i zrobiłem mały wykład z historii tego atamana, sojusznika Marszałka Piłsudskiego, starając się dowieść, jakim wspaniałym kandydatem na narodowego bohatera jest Siemion Petlura.
– Naprawdę nie znasz Petlury? – powtórzyłem na zakończenie „wykładu”. – Nic o nim nie słyszałem, potwierdził.
– A ty, zwrócił się do mnie, wiesz przy jakiej ulicy mieszkasz?
– Oczywiście, że wiem: Doncowa.
– A wiesz kim był Doncow? – drążył dalej.
– Pojęcia nie mam.
– No widzisz – Aleksander uśmiechnął się zwycięsko. Doncow był głównym ideologiem UPA i Bandery.
Potem, mieszkając dłużej we Lwowie, dużym łukiem omijałem knajpkę „Skrytka”, gdzie w stylistyce bunkra UPA pito wódkę i śpiewano pieśni Powstańczej Armii. Przez chwilę i bez niepokoju przypatrzyłem się na tymże Rynku demonstracji sympatyków Bandery. Było ich może 20–30. Machali czerwono-czarnymi
flagami i coś tam krzyczeli.
Generalnie – margines…
Cała historia przypomniała mi się po wielu, wielu latach, gdy Prezydent Ukrainy postanowił nadać pułkowi specjalnemu – wyszkolonemu przez specjalistów z Polski i przez Polskę uzbrojonemu – nazwę „Bohaterów
Ukraińskiej Powstańczej Armii”. Pułk ten to już nie 20–30 banderowców na Rynku we Lwowie.
To już tendencja, nad którą ubolewam.
Krzysztof Dobrecki
