Nie czekaj na odpowiedni moment. Spełniaj marzenia!

Spelniaj marzenia

To my: Karolina, Łukasz i nasza córka Blanka. Pochodzimy z Wielkopolski, z Koła, a od 15 lat mieszkamy w Niemczech. Pierwsze siedem lat spędziliśmy w Hamburgu, gdzie urodziła się Blanka. Od ośmiu lat mieszkamy w Herzogenaurach w Bawarii – miasteczku, które jest historycznie związane z początkami marki Adidas.

Podróże były obecne w moim życiu od zawsze – opowiada Karolina. – Moi rodzice zabierali mnie w Polskę, odkąd pamiętam. Wakacje pod namiotem nad jeziorem w Lipinach czy Mąkolnie, weekendy w Toruniu, Kruszwicy czy Ciechocinku, rejsy statkiem, zoo, nad morzem Bałtyckim. Dziś są to jedne z moich najpiękniejszych wspomnień.

Dwadzieścia lat temu poznałam Łukasza i wtedy rozpoczęła się nasza najpiękniejsza wspólna podróż – podróż zwana życiem. Kiedy Blanka podrosła, zaczęliśmy podróżować we troje. Przed pandemią loty z Norymbergi były niezwykle atrakcyjne – zdarzało nam się latać za 20–30 euro na Majorkę, Maltę, do Hiszpanii czy Grecji. Wszystko organizowałam sama, bez biur podróży: wypożyczony samochód, plan zwiedzania i noclegi zmieniane co kilka dni. Nasze podróże nigdy nie były leżeniem na plaży.

Pandemia zatrzymała świat, a wraz z nim nasze podróże. Tęsknota za odkrywaniem nowych miejsc była jednak ogromna. Zaczęliśmy oglądać filmy podróżników jeżdżących kamperami i vanami. Pewnego dnia Łukasz zapytał: „A może kamper?”. Początkowo kamper kojarzył mi się z niemieckimi emerytami. Szybko jednak odkryłam zupełnie inny świat – młodych ludzi podróżujących pięknymi, funkcjonalnymi vanami. Jedziesz, gdzie chcesz, śpisz, gdzie chcesz, masz swój dom zawsze ze sobą. Brzmiało jak plan idealny.

Kmper w trasie

Los sprawił, że mieliśmy już odpowiednią bazę. Łukasz, z zawodu i zamiłowania mechanik i lakiernik samochodowy, kupił Volkswagena Craftera L3 H2 z 2008 roku. Początkowo chciał go naprawić i sprzedać. Pewnego dnia spojrzeliśmy jednak na niego inaczej: „Przecież mamy busa!”

Szef Łukasza zgodził się, abyśmy w weekendy korzystali z miejsca w firmie. W tygodniu pracowaliśmy na etatach, a weekendy i różne święta spędzaliśmy przy vanie. Odrdzewianie podłogi, izolacja, instalacja elektryczna, łazienka, prysznic, toaleta… później przyszły przyjemniejsze etapy: podłoga, sufit, kuchnia, szafki i łóżko. Uczyliśmy się wszystkiego po drodze. Po około dwóch latach nasz van był gotowy.

Pierwsza podróż prowadziła do Trójmiasta, tuż po świętach wielkanocnych w Kole z rodziną. Pierwszą noc w vanie spędziliśmy u znajomych na podwórku, a później… od razu ruszyliśmy na dziko nad morze. I przepadliśmy. Z zachwytu. Ta trudna do opisania wolność szybko nas uzależniła. Zaczęliśmy po powrocie od weekendowych wyjazdów po Bawarii, później przyszła Słowenia – niemal w całości na dziko. Spaliśmy przy wodospadach, w dolinach, nad rzekami i w górach. Poczuliśmy spokój i bliskość natury.

Dziś nasz Crafter jest niemal samowystarczalnym domem. Panele solarne ładują akumulatory, mamy 110-litrowy zbiornik czystej wody z filtracją, prysznic, toaletę, piekarnik, domową lodówkę z zamrażarką, kuchenkę Solgaz Adventure, GasBank oraz MaxxFan. Nie mamy klimatyzacji i… niczego byśmy nie zmienili. No, może od początku przygotowalibyśmy auto lepiej do zimy. Bo szybko okazało się, że zimowe podróże też pokochaliśmy. Francuska Alzacja, Bieszczady, Dolny Śląsk, a także zimowa Bawaria – Garmisch- -Partenkirchen, zamarznięte Eibsee czy Zugspitze.

Do tej pory naszym vanem odwiedziliśmy m.in. Polskę, Niemcy, Austrię, Słowenię, Francję, Włochy, Norwegię, Szwecję, Danię, Szwajcarię, Węgry, Holandię, Czechy, Słowację, Rumunię, Serbię, Czarnogórę oraz Bośnię i Hercegowinę.

Kamper

Trzy lata temu trafiliśmy na Facebooku na grupę polskich kamperowców w Niemczech. Pojechaliśmy na zlot i wśród wszystkich uczestników poznaliśmy ludzi, którzy podobnie jak my kochają naturę, wolność i aktywne podróżowanie. Dziś są wśród nich nasi przyjaciele, z którymi jeździmy na rowerach, pływamy na SUP-ach, wędrujemy i zwiedzamy. Byliśmy razem nawet w Holandii i na Sardynii.

Dziś nie tęsknimy za hotelami. Pokochaliśmy życie blisko natury i możliwość decydowania, dokąd pojedziemy jutro. Najbardziej cieszy nas jednak to, że zbudowaliśmy naszego vana sami – bez doświadczenia, z kilkuletnim dzieckiem i z wieloma obawami. Uwierzyliśmy, że damy radę. I daliśmy.

Naszą historię i kolejne podróże pokazujemy na Instagramie @svwidertravel. Jeśli marzycie o własnym vanie, jesteście w trakcie budowy albo zastanawiacie się, czy naprawdę się da – napiszcie do nas. Chętnie podzielimy się doświadczeniem.

A jeśli chcecie spotkać nas osobiście, będziecie mogli zrobić to podczas Caravan Salon Poland w Poznaniu, 15–18 października 2026 roku, w Strefie Vanlife, pawilon 7A, do którego zostaliśmy zaproszeni. Nauczyliśmy się jednego: nie warto czekać na idealny moment. I Ty, Drogi Czytelniku, nie czekaj na odpowiedni moment. Spełniaj marzenia!

Do zobaczenia gdzieś na trasie!

Karolina, Łukasz i Blanka Świder