Do Afryki po raz kolejny – tym razem Fiatem 125p i we dwoje

27 czerwca po raz ósmy stanę na starcie Złombolu. Tegoroczna meta znajduje się w Maroku, ale jak zawsze w tym rajdzie najciekawsze jest to, co wydarzy się pomiędzy startem a metą.

Team clebolus

Droga jest całkowicie dowolna. Każda załoga sama wybiera swoją trasę. Jedni pojadą przez Włochy, inni wybiorą Francję i prom do Afryki. My zamierzamy dotrzeć do Maroka przez Pragę, Norymbergę, Lyon, Bilbao, Madryt i Almerię, skąd prom zabierze nas na drugi kontynent.

Już w pierwszych dniach rajdu mieszkańcy okolic Monachium mogą wypatrywać na autostradach niecodziennych pojazdów zmierzających na południe Europy. Polski Fiat 125p, Maluch, Żuk czy Syrena to dziś widok niemal muzealny. Choć Trabanty i Wartburgi można jeszcze czasem spotkać na drogach, to kolumna takich samochodów jadących przez Europę nadal robi ogromne wrażenie. Nie zabraknie również Polonezów, Skód Favorit, Ład, UAZ-ów i wielu innych pojazdów pamiętających zupełnie inne czasy.

Złombol to jednak nie tylko podróż. To przede wszystkim akcja charytatywna wspierająca dzieci z domów dziecka. Każda załoga musi wcześniej zebrać określoną kwotę darowizn, aby zostać dopuszczoną do startu.

Dzięki ogromnemu wsparciu rodziny, przyjaciół, klientów i znajomych udało się osiągnąć wymagany próg 2800 zł, a nawet przekroczyć granicę 3000 zł. W imieniu Teamu ChleBoluś chciałbym serdecznie podziękować wszystkim darczyńcom. Każda wpłata trafiła bezpośrednio do fundacji i pomoże dzieciom, które tej pomocy najbardziej potrzebują.

Dla części czytelników ta wyprawa może być pewnym zaskoczeniem. Jeszcze kilka miesięcy temu jako kapitan załogi Camel Troopers przemierzałem Afrykę podczas rajdu Budapest–Bamako za kierownicą Nissana Patrola. Tamta podróż pachniała kurzem, dieslem i pustynią. Była opowieścią o przyjaźni, wytrwałości i walce z awariami daleko od domu.

Tym razem cel jest podobny, ale wyprawabędzie zupełnie inna.

Największa różnica nie będzie pod maską. Będzie siedzieć tuż obok mnie.

Zamiast przyjaciół z załogi, miejsce pilota zajmie moja żona Agnieszka. I choć samochód jest mniejszy, a moc silnika nieporównywalnie niższa, jestem przekonany, że przygód nie zabraknie.

Jednego jesteśmy pewni. Będzie bardzo gorąco. Nie tylko dlatego, że jedziemy do Afryki. Przede wszystkim
dlatego, że wybieramy się tam ponad pięćdziesięcioletnim Fiatem 125p bez klimatyzacji.

Z drugiej strony, trudno o lepszy klimat podróży.

Przed nami kilka tysięcy kilometrów, góry, pustynie, promy, nieprzewidziane awarie i ludzie, których jeszcze nie znamy. W naszej podróży towarzyszyć nam będą zaprzyjaźnione załogi Cebulaki, AT69, Prudenter oraz FSO.

Bo właśnie na tym polega Złombol. Nie chodzi wyłącznie o metę. Chodzi o drogę, ludzi i historie, które rodzą się po drodze.

A tych do opowiadania po powrocie, jestem pewien, nie zabraknie.

Relację z wyprawy przedstawimy po powrocie z Maroka.
Krzysztof Chlebik