Antoni Gaudi, architekt Boga – (1852–1926)

Zapierająca dech iluminacja bazyliki Sagrada Familia w Barcelonie na zakończenie liturgii poświęcenia 17-metrowego szklanego krzyża, wieńczącego najwyższą z jej 12 wież (172,5 m, najwyższa w świecie), dokonanego przez papieża Leona XIV w dniu 10 czerwca 2026 roku, w setną rocznicę śmierci jej pierwszego architekta Antoniego Gaudiego, pozostanie na długo w pamięci mieszkańców Barcelony i milionów na całym świecie, uczestniczących w tej „orgii światła, barw i kształtów” za pośrednictwem telewizji.
„To był święty człowiek!”
7 czerwca 1926 roku tramwaj w Barcelonie potrącił starszego mężczyznę. Był w drodze do kościoła. Nieprzytomnego, w podniszczonym ubraniu, bez dokumentów, uznano za żebraka i zawieziono do szpitala dla biedaków. Umiera po trzech dniach i dopiero wtedy rozchodzi się wieść, że to znany architekt, Antoni Gaudi, budowniczy katedry Sagrada Familia. Barcelona pogrąża się w żałobie. W pogrzebie uczestniczy około 30 tysięcy ludzi, a jego ciało zostaje złożone w krypcie katedry, budowanej od 1882 roku, będącej głównym dziełem jego życia.
Już dziewiątego dnia po jego śmierci ukazują się w prasie artykuły zatytułowane: „Architekt Boga”, „Dante architektury”, „Geniusz i Święty”. W czasopiśmie „Catalunya sozial”, w artykule zatytułowanym „On był świętym”, autor relacjonuje swoje spostrzeżenia w spotkaniu z ludźmi, którzy podchodzili do trumny z jego ciałem, by się z nim pożegnać, dotykali jego dłoni szepcząc już wtedy „To był święty człowiek”. W kwietniu 2025 roku papież Franciszek ogłosił Gaudiego „Czcigodnym Sługą Bożym”, inicjując tym samym proces beatyfikacyjny.

Heroiczność cnót
Fundamenty wiary Gaudiego powstały już w domu rodzinnym: chrzest, I Komunia św., bierzmowanie. Uczęszczał do szkoły pijarów. „W klasie szkolnej nauczyłem się świętej bojaźni Boga” – wyznał. W opactwie benedyktynów Montserrat uczestniczył w kursie śpiewu gregoriańskiego, tam poznał też „Oficjum Maryjne” (mały brewiarz). Jako student architektury prowadzi światowe życie, wydaje sporo na ekstrawagancki ubiór, uchodzi za dandysa. Dopiero budowa Sagrada Familia przyczynia się do powrotu do chrześcijańskiej duchowości. Nie są mu obce wewnętrzne kryzysy, bolesne doświadczanie sprzeczności. Sława renomowanego architekta i wysokie honoraria nie przynoszą mu jednak prawdziwego szczęścia i stopniowo nasila się krytyczna postawa i niechęć wobec „spraw tego świata”. Po radykalnym poście w 1894 roku (który niemal doprowadził do śmierci) oddaje się intensywniej sprawom życia religijnego. Ludzie widzą go z krzyżem na procesjach po ulicach Barcelony. Prowadzi ascetyczne życie. Ogranicza posiłki do minimum. Wiele się modli. Jeden z księży Barcelony zaświadczył, że przez 20 lat codziennie rano przed rozpoczęciem pracy uczestniczył we Mszy św. i przyjmował Komunię św. Wieczorami udawał się do kościoła św. Filipa Neri na modlitwę, rozmawiał ze swoim duchowym kierownikiem, często się spowiadał. Konieczność i doniosłość wiary religijnej wyrażają jego słowa: „Człowiek bez religii to duchowe ograniczenie, okaleczona istota”. Jego sakralnych budowli nie zrozumie się bez uwzględnienia jego głębokiej religijności. Świątynie według niego to nie „twierdze wiary, lecz kontynuacja Bożego dzieła stworzenia”. Wnętrze katedry Sagrada Familia traktował jak „las”. Dziwił się, że „nikt nie stosuje tych form”. „Być oryginalnym to wrócić do początku, do wspólnej wszystkim księgi natury, która jest stale otwarta i którą musimy usiłować czytać”. „Oryginalność jako powrót do pra-początku” – to zatem klucz do rozumienia całości jego dzieła na niwie architektury.
Gaudi cierpiał bardzo z powodu swego temperamentu. „Aby nie popaść w fałszywą pokorę, dał nam Bóg małego robaka wybujałego egoizmu. Ja z moim temperamentem jestem człowiekiem permanentnej walki. Stale walczyłem i wszystko osiągnąłem z wyjątkiem tego, że nie pokonałem mego złego charakteru”. To specyficzny dowód jego świętości. Świętość nie polega bowiem na tym, że ktoś jest bezgrzeszny, nie upada, nie popełnia żadnych błędów, lecz że pracuje nad swoimi słabościami i wadami.
We see the tower of Jesus Christ illuminated for the first time!
— La Sagrada Família (@sagradafamilia) June 10, 2026
The light show, starting from the base up to the illumination of the cross, culminated with a composition of lights guided by drones that traced the figure of Gaudí and the phrase “first love, then technique”. pic.twitter.com/qmRJTqerrq
Widzimy wieżę Jezusa Chrystusa oświetloną po raz pierwszy!
Pokaz świateł, zaczynający się od podstawy aż po oświetlenie krzyża, osiągnął kulminację wraz z kompozycją świateł sterowaną przez drony, które wyrysowały sylwetkę Gaudiego oraz frazę „najpierw miłość, potem technika”.
Ubóstwo
Duchowym wzorem w życiu religijnym byli dla Gaudiego kastylijscy mistycy „złotego wieku” – św. Teresa z Avila i św. Jan od Krzyża. Gaudi był przez całe życie wierny swej „dziecięcej wierze” i czuł się mocno związany z pobożnością prostych ludzi. Ponieważ jako architekt wiele zarabiał, mógł żyć „bogato”, ale on prowadził życie w duchu franciszkańskiego ubóstwa. Gdy w 1905 roku zmalały ofiary na budowę Sagrada Familia, zrezygnował ze swego honorarium przeznaczając je na kontynuowanie prac budowlanych i tak pozostało do końca jego życia. Jako „szef budowy” troszczył się o swoich współpracowników, bronił ich w duchu młodej wtedy katolickiej nauki społecznej Kościoła, nie zwalniał robotników wiedząc, że życie rodzin zależy całkowicie od ich zarobków. Odwiedzał chorych pracowników, a w miejscu pracy podejmował także aktywność katechetyczną. Do jednego z kolegów powiedział: „Nie potrzeba bać się zła w rzeczach, ale zła w duszy – temu trzeba się przeciwstawić!”.
Gdy umarł, nie pozostawił po sobie żadnego majątku. Sławny architekt umiera w szpitalu dla nędzarzy. Stało się tak, jak sobie wymarzył: „Gdy przyjdzie mój koniec, nie chciałbym, by mnie pielęgnowali moi krewni, bo będą to czynić z poczucia obowiązku. Nie chciałbym też, by się mną opiekowano w szpitalu, bo tam chodzi o cenę i pieniądze. Najchętniej chciałbym umrzeć w szpitalu dla biednych, bo tam zajmą się mną z miłości bliźniego”.
Ks. dr hab. Jerzy Grześkowiak
