Święty Franciszek z Asyżu (1181–1226)

Kto raz był w Asyżu, pragnie zbudować świat na wzór Asyżu
Roman Brandstaetter
Mistyczny Asyż, maj 2004! Po modlitwie przy grobie św. Franciszka w jego bazylice, potem w kościele św. Klary, schodzimy wąską drogą pośród wysmukłych pinii bądź drzew oliwnych, gdzie świerszcze po swojemu muzykują, do kościoła San Damiano. To tu Franciszek poznał swoje powołanie. Usłyszał głos Jezusa z krzyża: „Franciszku, czy nie widzisz, że mój dom popada w ruinę? Idź i odbuduj go!” Drżąc odpowiedział: „Tak, Panie, chętnie to uczynię”. Że to była przenośnia, i że chodzi o Kościół jako Ciało Chrystusa, to zrozumiał Poverello dopiero później. Dziś ów barwny cudowny krzyż z San Damiano czczony jest w kościele św. Klary, a jego kopie rozpropagował w całym świecie ruch Taizé.
„Pokój i dobro” – tymi słowami wita nas w tym małym sanktuarium Loek Bosch, holenderski franciszkanin, w habicie koloru brunatnej ziemi i z rzucającymi się w oczy prostymi sandałami na bosych nogach. „Po co przybyliście do Asyżu?” – pyta nas z przyjaznym uśmiechem na twarzy. „Z ciekawości, jak wielu Amerykanów i Japończyków, którzy w ciągu 2–3 godzin robią mnóstwo zdjęć? – to zrozumiały powód. Albo, by spędzić tu kilka dni urlopu? – to piękna sprawa! A może ze względu na Franciszka i Klarę, by tu spotkać Boga, innych ludzi i siebie samego?”. W tych prostych słowach dochodzi do ważnego dla niego (i dla nas) tematu: „Mistyczne miasto Asyż to miejsce, które stawia lub ożywia pytania!”.
Asyż – niejako przyklejony do wzgórza Subasio – wznosi się majestatycznie nad doliną Umbrii, w sercu Włoch. Tego wyjątkowego widoku, już z daleka, nie sposób zapomnieć. Miasto nigdy nie zostało zniszczone. W czasie II wojny światowej lotnicy angielscy trzykrotnie wylatywali z Malty z rozkazem bombardowania franciszkańskiego miasta i trzy razy nad Foligno w sąsiedztwie Asyżu otrzymywali drogą radiową rozkaz powrotu do bazy. Ani jena bomba nie spadła na Asyż. A rany po trzęsieniu ziemi w 1977 r. są prawie „zagojone”. Na każdym kroku urzeka średniowieczny flair.
Dlaczego Ty?
Brat Matteo zwrócił się podobno kiedyś do Franciszka z wyrzutem: „Dlaczego Ty? Dlaczego Dlaczego Ty?” A gdy ten zapytał: „Co chcesz mi właściwie powiedzieć?”, odrzekł: „Pytam, dlaczego cały świat idzie za tobą, dlaczego każdy chce Ciebie widzieć, Ciebie słuchać i być blisko z Tobą? Nie jesteś przystojnym mężczyzną; nie jesteś uczonym, nie jesteś arystokratą. Co to jest, że wszyscy tak lgną do Ciebie?”

Bazylika św. Franciszka w Asyżu, foto: J. Grześkowiak foto: J. Grześkowiak
Tomasz z Celano, który jako pierwszy opisał życie Franciszka, wołał: „Kto nie stoi osłupiały w niemym zdumieniu? Kto widział już coś podobnego?” Towarzysze Franciszka mówili o nim: „Człowiek z innego świata”. To samo wrażenie odniósł sułtan, który po spotkaniu z Franciszkiem (okres wypraw krzyżowych) stwierdził, że to ktoś „niepodobny do wszystkich innych”. Wielki Dante pisał, że z nim „narodziło się światu nowe słońce”, a Mikołaj Bierdiajew (filozof religii) nazwał go „najważniejszym zjawiskiem w dziejach chrześcijaństwa”.
Od śmierci Franciszka (+3.10.1226) mija 800 lat, a jest czczony i podziwiany w całym świecie – przez chrześcijan i niechrześcijan. Czytelnicy „Time- Magazine” na liście najważniejszych osobistości ubiegłego wieku postawili go na pierwszym miejscu. I gdy pytamy, dlaczego, to nie chodzi o to, co on mówił, o jego słowa, lecz o jego życie!
Nazywał się Giovanni Bernardone, a Francesco to „nadane imię przez innych”, ponieważ chętnie śpiewał modne wówczas francuskie pieśni. Najpierw handlarz towarami tekstylnymi, żyjący w luksusie i wygodzie, rozrzutny, wesołek, hulaka. Po nawróceniu zrywa z mieszczańskim środowiskiem i rodziną, sakwę z pieniędzmi i bogate szaty rzuca pod nogi ojcu wołając, że odtąd ma tylko Ojca w niebie! Odtąd Franciszek jest jak otwarta księga żywej Ewangelii, która bardziej przekonuje niż mądre komentarze teologów.
Żywa Ewangelia
We wszystkim, co Franciszek mówił i czynił, można odkryć jego głębokie przekonanie: Czynię to, co polecił mi sam Bóg. To widoczne jest już w jego powołaniu. W Testamencie pisze, że w okresie poszukiwania i pytań, nikt nie mógł mu powiedzieć, co ma czynić – „ani papież, ani biskup, ani opat lub ktokolwiek inny” (Testament 14). To doświadczanie obecności Boga zaznacza się już w decydującym o dalszym sposobie życia spotkaniu z trędowatym. To była radykalna cezura – zerwanie z dotychczasowym stanem społecznym, z bogactwem i wygodnictwem, i przejście na stronę tych, co żyją w ubóstwie i na marginesie społeczeństwa. To początek jego konsekwentnego naśladowania ubogiego Jezusa z Nazaretu. Owo przeżycie stało się kluczem dla nowego rozumienia Ewangelii i dalszego kształtu życia. Franciszek ujrzał „całego Chrystusa” – pokornego Boga w żłobku w Betlejem i cierpiącego na Golgocie. Tego Boga – uczył Franciszek swoją postawą – możemy naprawdę spotkać tylko wtedy, gdy stajemy się „mali” jak On i gdy Go odnajdujemy w cierpiącym bracie i siostrze. To było w istocie sedno „misji Franciszka” – być biednym, prostym, zakochanym w Chrystusie, iść Jego drogą, zwłaszcza drogą krzyża (stąd jego stygmaty ran Pana) i przepowiadać Królestwo Boże.
Franciszek to wielki odnowiciel Kościoła u schyłku średniowiecza, i to jako człowiek świecki, bez teologicznego wykształcenia i bez kościelnego mandatu. To przeciwnik przemocy, miłośnik pokoju, brat biednych, uciśnionych, wykluczonych, przyjaciel zwierząt, przyrody i całego przez Boga stworzonego świata.
Zacząłem słowami R. Brandstaettera, zatem – zachęcając do pielgrzymki do Asyżu – na koniec też jego słowa: „Wiemy, że w Asyżu odnajdziemy się takimi, jakimi pragniemy być w naszych snach: lepszymi i pokorniejszymi. W Asyżu zbłądzić nie można. Wszystkie ścieżki, drogi, schody i bramy nieomylnie prowadzą do „Hymnu słonecznego” (Kroniki Asyżu, Warszawa 1959, s. 77).
Ks. dr hab. Jerzy Grześkowiak
