Przez śmierć – do Życia

Przezsmierc

Listopadowe dni, Dzień Zaduszny i wizyty u naszych bliskich Zmarłych na cmentarzach wręcz zmuszają do refleksji nad kresem naszego życia. Śmierć – nie ma nic pewniejszego w całym życiu człowieka niż właśnie ona. Ostatecznie jest to najważniejsze, szczytowe wydarzenie każdej ludzkiej egzystencji. Ten pozytywny aspekt śmierci rozumianej nie jako akt destrukcji, lecz jako siła „u-wydatniająca” po mistrzowsku uwypuklił Cyprian Norwid w wierszu „Fortepian Szopena”:

Zwykliśmy mawiać: śmierć to koniec, kropka, Amen! Amen – czyli „tak” wypowiedziane przez Boga i przeze mnie. Ale: ani koniec, ani kropka! Śmierć to dwukropek: albowiem to moje życie, które się kiedyś mocą Boga i przy współdziałaniu kochających się rodziców zaczęło, będzie kontynuowane, ale już w inny sposób, w innych wymiarach i w innej rzeczywistości, rozleglejszej, piękniejszej, szczęśliwszej – w królestwie Boga.

Nic nie przechodzi w nicość

Jaki sens ma umieranie? Kto, jak ja, wzrastał na wsi i tam przeżywał przemijanie pór roku, kto miał do czynienia ze zbożem, z roślinami, z warzywami, drzewami owocowymi i zwierzętami, ten zgodzi się ze mną, że wszystko, co żyje, jest egzystencją ku śmierci. Wiem jednak też, że śmierć biologiczna zawiera w sobie coś tajemniczego, co dopuszcza jedynie powierzchowny smutek i żałobę. Otóż owoc, jeżeli nie zostanie zebrany, spada na ziemię, obumiera, gnije, ale pestki przeżywają i z nich mogą wyrosnąć nowe drzewa. Z każdego pozornie martwego nasiona wyrasta drzewo lub roślina, na nich gałęzie, liście, kwiat, owoc; martwe ulega gniciu, staje się nawozem, ziemią i z nasion rodzi się nowe życie.

Nic nie przechodzi w nicość. Śmierć nigdy nie oznacza absolutnego końca. Tu powtórzę słowa niemieckiej pisarki Luise Rinser: „Wszędzie widzę życie… Wiem, że bezustannie umierając, stale zmartwychwstaję”. Śmierć jest częścią życia – tak chciał Bóg Stwórca. Umieranie przynależy do życia każdej stworzonej istoty.

Umieranie w porządku odkupienia

Śmierć jest przejściem do nowego sposobu istnienia. W doczesnym życiu jesteśmy niejako uchwyceni i ogarnięci ze wszystkich stron przez Boga – podobnie jak dziecko w łonie ciężarnej mamy. Umieranie zaś jest jak rodzenie, a śmierć to przejście przez „kanał rodzenia”. I jak dziecko twarz mamy zobaczy po raz pierwszy dopiero po urodzeniu, z którym wiążą się ból, cierpienie i lęk, tak dopiero po śmierci, której się lękamy i z powodu niej cierpimy, będziemy mogli zobaczyć Boga „twarzą w twarz”. W ten sposób śmierć jest częścią stworzenia stosownie do woli Boga. Może o tym myślał poeta Rainer M. Rilke pisząc: „Powiedziałeś głośno «życie», a bardzo cicho «śmierć» i stale powtarzałeś: «być»”.

Stale urzekają mnie na nowo słowa św. Franciszka z Asyżu, który śmierć nazwał siostrą. Mógł tak o niej myśleć i mówić, bo wierzył w zmartwychwstanie Jezusa i nasze. Śmierć została u początków ludzkości „nadużyta” – użyta jako narzędzie zazdrości i przemocy: Kain zabija Abla. Odtąd ze śmiercią wiążemy pojęcie zła, bezsensu, lęków i strachu. Ale nie taki był plan Boga. I dlatego śmierć Jezusa i Jego zmartwychwstanie wszystko zmieniają. Nie idzie w nich tylko o pokonanie śmierci, lecz o uczynienie umierania i śmierci przejrzystymi na Boga Stwórcę, by przez to można było je pojmować i doświadczać jako część życia. Przy tym uderza mnie i zastanawia paralelność: tak pierwsza (śmierć Abla), jak i druga (zbawcza śmierć Jezusa) były morderstwem. Jezus nie umarł w sposób naturalny po spełnionym życiu, lecz został zamordowany na krzyżu. Tym samym orędzie Zmartwychwstania zyskuje dodatkowy sens: nie tylko śmierć została pokonana, lecz również jej nadużywanie i wszelka złowrogość, przemoc i bestialstwo. Zmartwychwstanie Jezusa pojednuje śmierć z człowiekiem, czyni ją dla niego „siostrą”, przywraca jej to miejsce, jakie miała według pierwotnego planu Boga Stwórcy: jako forma przejścia w nieskończone życie Boga.

Jeżeli w świetle zmartwychwstania Jezusa tak widzę śmierć, jako rzeczywistość włączoną w stwórczy i zbawczy plan Boga, to dostrzegam w tym potrójne zaproszenie:

• pojednaj się z siostrą-śmiercią, będącą częścią twojego życia! Nie wypieraj myśli o niej, jak to czyni dziś społeczeństwo. Wmyślaj się w nią, aż poczujesz, że ona prowadzi cię do celu – do pełni Życia. Nie znaczy to oczywiście, że umieranie nie jest trudne, że nie budzi strachu i nie przeraża. Ale ponad wszystkim jest nadzieja;

• walcz przeciw nadużywaniu śmierci, manipulowaniu nią, unikaj nienawiści, zazdrości, przemocy, brutalności, podłości. Kształtuj świat mocami dobra, które służą życiu;

• pielęgnuj relacje ze zmarłymi – oni są twoimi Przyjaciółmi. Nie degraduj ich do upiorów, złych duchów, przerażających kościotrupów, postaci z filmów horroru i grozy, których trzeba się bać! Haloween niech nie zagości w twoim domu. Na to zmarli nie zasługują, bo oni są w ręku Boga! I nie mów o „biednych duszach czyścowych”. Zmarli nie są biedni, bo należą już do „Wszystkich Świętych”! Nie są biedni, bo są „u Boga” – w Jego ręku! Dla mnie moi zmarli to „moi święci”! A „biedne dusze” to właśnie my, stale jeszcze uwikłani w zło, egoizm, zazdrość, nienawiść, poczucie bezsensu. Biedne dusze tęskniące za zbawieniem – to my sami! Święto Zmarłych obchodzimy tuż po Wszystkich Świętych. To sąsiedztwo obu dni sprawia, że one się jakby stapiają: nasi zmarli są u Boga, są zbawieni, są święci – należą do Wszystkich Świętych.

grzeskowiak

Ks. dr hab. Jerzy Grześkowiak

ur. w 1940 r. Studia specjalistyczne odbył w Lublinie (KUL) i w Paryżu. Uwieńczył je tytułem doktora habilitowanego w zakresie teologii pastoralnej. Od 1986 r. posługuje duszpastersko w Niemczech (obecnie jest proboszczem w Monachium). Jest autorem wielu rozpraw, artykułów naukowych i popularno-naukowych, książek poświęconych liturgii, sakramentologii, teologii pastoralnej, teologii małżeństwa i rodziny, a także duchowości chrześcijańskiej.